Jeden bank. Jeden pokój. Trzy kobiety. Nie ma lepszej zapowiedzi dla ciekawej historii!

Akcja dzieje się w nieco anachronicznym banku K.L.A.P.A. SA gdzieś w Polsce. Pewnego dnia niczym dotąd niezmącony święty spokój kadrowej, pani Gieni (w jej rolę wciela się Barbara Mojduszka), zostaje zburzony przez pojawienie się dodatkowych biurek. Okazuje się, że dyrekcja przydziela  do pokoju pani Gieni dwie inne pracownice – księgową Marylkę (odgrywa ją Anna Baran) i maszynistkę Marzenkę (Beata Mojduszka). Na czas remontu przeprowadzanego w budynku banku, kobiety będą dzielić gabinet we trzy. Różnią się wszystkim – wiekiem, stażem pracy, doświadczeniem, wyglądem, charakterem i podejściem do życia. Łączy je fakt bycia kobietą – roztaczają wokół siebie czar i powab, kombinują i intrygują, plotkują i obgadują za plecami, ale w kryzysowych sytuacjach łączą się solidarnie. Po drugie łączy je swobodne podejście do obowiązków (czyt. unikanie ich) i szukanie okazji, by wymknąć się na randkę z kochankiem albo przeczytać najnowszy numer Przyjaciółki. Choć na początku dogryzają sobie, to później udaje im się znaleźć wspólny język. Sprzyjającą okazją dla tych zmian były suto zakrapiane imieniny pani Marylki.

Gdy nazajutrz sfrustrowany dyrektor banku oznajmia, że firma pogrążona jest w kryzysie i zostanie przejęta przez japońskiego inwestora, pracownice wpadają w panikę. Mają świadomość, że wiąże się to z redukcją etatów. Zaczyna się rywalizacja o stanowisko – najmłodsza Marzenka zakłada fikuśne mini-sukienki i przymila się do dyrektora, chełpiąc się fakultetami i znajomością języka duńskiego. Z kolei księgowa Marylka z szybkością błyskawicy wykonuje zaległe przelewy i przychodzi do gabinetu dyrektora, aby przedstawić wyniki swojej pracy magisterskiej. Broni ją za dwa miesiące i jest dumna ze swojego rozwoju zawodowego. Ma jednak pecha, nie zastaje przełożonego, który wymknął się z pokoju. Najbardziej spokojna o swą posadę wydaje się pani Gienia – pracuje w kadrach już 30 lat i wydaje się być niezastąpiona: wszystko wie i wszystko potrafi. Poza tym do emerytury zostało jej tylko pół roku. Na prośbę szefa przygotowuje listę pracowników. Nie wie jednak, kto pójdzie „do odstrzału”, a kto zostanie w pracy. Odpowiedź na to nurtujące pytanie ma nadejść wkrótce i być brutalnym zaskoczeniem dla wszystkich…

Fabuła tej komedii wydaje się prosta – walka o posadę w obliczu redukcji etatów, okraszona ciętymi ripostami i zabawnymi historiami. Myli się jednak ten, kto uważa, że to wszystko. W istocie jest to wielowątkowa i wieloaspektowa konstrukcja. Po pierwsze – mamy tutaj klasyczny, choć parodystycznie nakreślony, wizerunek bezdusznej korporacji i opis mechanizmów jej działania (nagłe zwolnienia, nieliczenie się z tzw. małym szarym człowiekiem). Po drugie, widzimy relacje międzyludzkie, jakie panują w takiej firmie – ciągła rywalizacja, wyścigi osiągnięć i umiejętności, podlizywanie się szefowi, obłuda i fałsz. Po trzecie, wspaniały opis i odegranie postaci. Aktorzy prowadzeni przez reżysera, Kamilę Kremiec-Panek, idealnie weszli w rolę, postaci są do cna autentyczne. To mocne i wyraziste charaktery z lekkim rysem karykaturalnym, ale wciąż głęboko osadzone w postaci typowej kobiety w określonym momencie życia - młodość, dojrzałość i starość. Po czwarte, mamy cały sztab środków, które mają wywołać u widza śmiech. Jest to niewątpliwie język, ale również dialogi – to swobodna współczesna polszczyzna z pieprzykiem, ale nie wulgarna i nie rynsztokowa. Każda rozmowa to zabawna i dynamiczna wymiana zdań, riposty są cięte i nasycone złośliwością, a serdeczność ocieka aż od sztucznego miodu. Oprócz  środków językowych śmiech jest wzbudzany przez wszechobecny komizm sytuacyjny. Weźmy pod uwagę chociażby pluszowe kapcie pani Gieni czy opowiadane przez nią anegdotki o pracownikach banku, wreszcie popijanie alkoholu w pracy z okazji imienin Marylki. Groteska przejawia się w środkach wyrazu artystycznego – mimika, której mistrzynią jest Anna Baran, gestykulacja, wzajemne przekrzykiwanie się piskliwymi głosami, ale i w scenie zmiany bielizny w obecności koleżanek, niedopuszczalnej przecież w miejscu pracy; w zacofaniu firmy na tle współczesnych osiągnięć i standardów – kto w dzisiejszych czasach używa maszyny do pisania zamiast komputera? „Papierologia” nadal opiera się komputeryzacji i cyfryzacji, zamiast Worda i plików w PDF-ie mamy tony opieczątkowanych i podpisanych dokumentów, a im więcej pieczątek, tym lepiej.

Pomysłowe było dodanie krótkich filmów wyświetlanych w tle podczas emocjonalnych monologów bohaterów, np. kiedy pani Gienia rozpacza nad utratą pracy tuż przed odejściem na emeryturę. Boi się, że nie będzie mieć dostatecznych środków finansowych na spłatę zaciągniętych kredytów. Kiedy wypłakuje się Marzence i wyjawia cele, na które się zadłużyła, w tle widzimy film-projekcję wspomnień Gieni o kupionych na kredyt rzeczach (oprócz pomocy dzieciom, starsza pani zafundowała sobie futro i skok ze spadochronem).

Jak zdefiniować sukces przedstawienia teatralnego? Musimy połączyć świetny scenariusz, osadzony w zwykłej współczesnej sytuacji, z rewelacyjną obsadą i grą aktorów, nad którymi czuwa reżyser z pasją i wizją. To wszystko mamy w „Balladzie na trzy biurka”.

Spektakl na podstawie scenariusza Izabeli Degórskiej wyreżyserowała Kamila Kremiec-Panek. Premiera miała miejsce w sobotę 07.01.2017 w Porcie Kultury przy SCK na ul. Portowej 24 w Sandomierzu.